On, stary włóczęga, znalazł zagubiony kontynent.

Marzył o nowym świecie.

I wkroczył - tak długo, jak pływał tam iz powrotem, zapomniał, kim był.

Ale często mruknął - kto mógł słuchać - „Zbyt wielu ludzi w pobliżu, zbyt obojętnych, samolubnych”.

Piszę więc o tym starym człowieku, tak niskim jak on, włóczęgi, którego spotkałem, i uzupełnię luki w jego życiu, które były bardziej jego wymarzonym światem niż to, co naszym zdaniem jest rzeczywistością.

Dla starego włóczęgi jego marzenie się spełniło.

Im więcej marzył, tym bardziej nabierał gniewnego realizmu.

Poza tym światem marzeń świat był dla niego brzydki i leniwy.

„Tam, gdzie była prawda, było to, czego ludzie chcieli w pewnym momencie i co nigdy nie zostało w pełni ujawnione”, mruknął.

„A pozory były czczone jak Baal”, mruknął.

W rezultacie, w tym mglistym życiu snów, znalazł nowy świat, w którym mógłby żyć dzień i noc.

Oddzielona od ziemskiej egzystencji, jej walki o przetrwanie, jej kontynuacji, gdy inny świat stał się bardziej realny, głębszy i głębszy.

Kiedy się obudził, w większości zjadł to, co rzadko znajdował podczas ostatnich dobrych, zapomnianych dni: to znaczy: śmieci wyrzucane przez otwarte okna budynków mieszkalnych w mieście!

Jego umysł kształtowały myśli i fantazje.

Jego budzące się życie było życiem obrazów w mózgu, wolał śnić w środku.

To było tak, jakby coś go związało.

...

W jego drugim świecie były zaczarowane wzgórza, ogrody, w których kwitły kwiaty, które były tak czerwone i lśniące jak słońce, oślepiające szafiry, góry, które śpiewały do ​​księżyca, szepczące morza, domy z brązowymi i złotymi dachami.

On sam jechał białym koniem Caparison przez rzeźbione mosty, białe ścieżki i obserwował ptaki, pszczoły i motyle, które spokojnie roiły się wokół pól.

Skoczył przez cedrowe lasy, a koń minął bramy z kości słoniowej, domy i miasteczka z wysokimi wieżami kościelnymi.

Zawsze stara się nie budzić ani pić więcej wina lub jakiegokolwiek innego narkotyku - cokolwiek by mógł znaleźć - aby przywrócić swój nawyk do snu REM i głębiej wkroczyć w świat haszyszu na kolejny wymowny odcinek. jeden, dla którego się urodził i aby wydostać się z drugiego, w który został wrzucony.

Tym, w którym najbardziej lubił istnieć, nie był ten, w którym się urodził.

Gdyby się obudził, zobaczył tylko straszną aurę zniszczonego, zastałego miasta, trzcinę, błoto, śmieci i złowrogi strumień!

Ludzie patrzyli na niego z okien i tłumili dwutlenek węgla z przejeżdżających samochodów i ciężarówek.

Wiedział również, że zmęczy go szorstkość emocji i równość ludzi, a oni nigdy nie zrozumieją, jak wyglądało jego życie.

A gdyby były czyste i trzeźwe w rzeczywistości, w pełnej rzeczywistości, skąd wziąłaby się satysfakcja lub spełnienie?

To, co zostawił dawno temu w swoim wspaniałym kraju snów.

Czy to nie było antidotum samo w sobie?

Stare popularne nauki, nieelastyczne lekarstwa, większość lekarstw myliło myślenie.

Chciał uciec lub znaleźć go tak jak Gilgamesz, który z nudów odwiedził Enkidu.

Nikt nie poświęcił czasu, aby dowiedzieć się, jakie tajne doły w jego życiu opisywały go. Odłożył dla każdego pokój w wyssanych kolorach.

Aż pewnego dnia pęknięcie wyszło z otchłani, otchłań, pęknięcie, które otworzyło się jak trzęsienie ziemi w głębokich pustkach jego snów!

Upadł, upadł, aż do otchłani.

I było jego największe osiągnięcie, znalazł je, lśniące miasto kryształów i pereł - „Tutaj” wyszeptał: „Zostanę i będę żyć, należę tutaj!”

Ten magiczny świat, tak żywy, że zawierał tylko fragmenty, i skojarzenia jego umysłu były na pierwszy rzut oka, w niecierpliwym oczekiwaniu, które było nieusuwalne.

...

Poczuł pociągnięcie za ramię, jakby Python próbował wyciągnąć go z miasta.

„Nie, nie”, zawołał, ale nikt go nie słyszał.

Stara kobieta usilnie starała się obudzić starą włóczęgę, która leżała na wilgotnym materacu wyrzuconym jak śmieci i pełna mrówek, kleszczy, robaków i białych robaków na pustej działce w wielkim mieście, metropolii.

Lo, policjant, podszedł i poczuł puls, nie był pewien.

Dużo czasu zajęło mu poruszanie się po starym włóczęgi!

Lekko stuknął się w twarz, żeby go obudzić.

Ale starzec był ciepły, czuł falę morskiego wiatru i patrzył, jak chmury dryfują nad urwiskiem w wiosce (w krainie wiary).

Jeden z kilku ciekawskich nieznajomych, którzy tłoczyli się wokół tego bezwładnego ciała, powiedział głośno, krzycząc: „Niech ktoś zabierze go do szpitala!”. mimo że zastrzegł sobie prawo do rezygnacji.

Potem policjant ogłosił, że nie żyje.

Starszej pani, która go pociągnęła, powiedział: „Widziałem go tu wcześniej - był marzycielem, pijakiem, narkomanem, chociaż coś z tego znalazł” i wahał się powiedzieć to, co myślał , kiedy starsza pani cierpliwie czekała na ostatnie uwagi: „Spokój, trwałe piękno pojawia się tylko w snach ... co prawdziwy świat odrzucił dawno temu!”

Przez te uwodzicielskie chwile stary włóczęga obserwował region, w którym morze styka się z niebem.

Nie chciał, aby pyton go obudził, ani żuki, które uderzyły go w twarz.

I wszyscy, którzy w tej chwili wiedzieli, że odszedł, gdziekolwiek poszli, gdzie.

# 5286 / 6-18-2016